Jo jestem młodo dziewczyna

Jo jestem młodo dziewczyna,
Gorąca niczym pierzyna,
Lecz cnotki mojej bardzo mi szkoda,
Bo jeszcze jestem za młoda.

Dopiero lat mam czterdzieści,
Dotychczas nikt mnie nie pieścił,
Buzię mam gładką, pierś nie wysoką,
I jedno szklane mam oko.

U chłopców mam powodzenie,
Zaraz wam kilku wymienię,
I po kolei będę gadała,
Ilu ja frajerów miała.

Ten pierwszy był bardzo młody,
Sprzedawał na rynku lody,
Miał mnie poślubić, tym się tak stropił,
Razem z lodami się stopił.

Następny to był mlyczorkim,
I mleko nosił swym workim,
Po zapowiedziach we dwa miesiące,
Utopił mi się w maślonce.

Kolejny to był rzeźnikiem,
Ożynił by się pewnikiem,
Lecz gdy się ze mną przespał z wieczora,
Wstąpił na wciąż do klasztora.

Następny to był pilotym,
Latałam z nim samolotym,
On mnie całował i ściskał dłonie,
uciekł mi na spadochronie.

Kolejny to był kominiorz,
Taki to rzadko się trafi,
Gdy się zewlekłam na jego znak,
Spojrzał i trafił go szlak.

Następny też był do chrzanu,
Byłam z nim w urzędzie stanu,
Tu się załamał i jednym chaustem,
Otruł się nagle inkaustem.

Z następnym co był w mym sercu,
Stałam na ślubnym kobiercu,
Już miał przysięgać wtem stracił mowę,
Udał przed Ksindzym niemmowę.

Wszyscy co do mnie chodzili,
Dawno się już pożynili,
A ja została biedna strapiona,
Zrobili ze mnie balona.